Przejdź do treści

Media i press kit – materiały dla prasy - Wodnikowe historie

Pomiń menu
Wodnikowe Historie
Pomiń menu
Jak to działa?
Nie udostępniam żadnych zdjęć ani tekstów ( zabezpieczone przed kopiowaniem ). Jeśli jednak chcesz aby na blogu czy stronie wstawić jakiś dodatkowy tekst ( nie dotyczy komentarzy blogogowych ), prośbę o pomoc czy materiały reklamowe promujące Ciebie lub prośbę o przekazanie 1,5% podatku dochodowego na rzecz wybranej fundacji napisz, chętnie pomogę.
Ta strona zbiera w jednym miejscu główną oś mojej historii – od pierwszych niepokojących sygnałów, przez diagnozę i leczenie, aż po moment, w którym znowu zacząłem myśleć o normalnym życiu. Nie będzie tu medycznych określeń i diagnoz ani trudnych słów, raczej konkretne etapy, emocje i to, co działo się „między wizytami” – w głowie i w codzienności.
Piszę o tym, bo sam kiedyś desperacko szukałem czyjejś normalnej, ludzkiej historii – bez lukru, ale też bez straszenia. Jeśli jesteś w trakcie diagnozy, leczenia albo dopiero z niego wychodzisz, może znajdziesz tu kawałek siebie. A jeśli wszystko u Ciebie w porządku – tym lepiej, może dzięki temu lepiej zrozumiesz kogoś bliskiego.
Diagnoza rzadko spada jak grom z jasnego nieba – częściej jest finałem długiego „coś jest nie tak, ale sam nie wiem co”. U mnie były badania, szukanie przyczyny, wątpliwości lekarzy i to dziwne napięcie: chcesz wreszcie wiedzieć, co się dzieje, ale jednocześnie bardzo liczysz na to, że jednak nic poważnego. A potem przychodzi to jedno zdanie, po którym już wiesz, że stare życie właśnie się skończyło. I wiesz też że lada moment będziesz musiał podejmować decyzje które będą miały daleko idące konsekwencje. Odwrotu raczej nie będzie.
Najtrudniejsze momenty
Były dni, kiedy największym osiągnięciem było wstanie z łóżka i dotarcie na kanapę. Były takie, kiedy wszystko bolało – ciało, głowa i cierpliwość. Pamiętam szpitalne noce, w których dźwięk wózka na korytarzu wybudzał lepiej niż budzik, oraz poranki, kiedy człowiek bardziej niż wyniku badań bał się spojrzeń lekarzy. I tę specyficzną mieszankę: strach, złość, zmęczenie i poczucie, że życie się dzieje gdzieś obok. Leżysz w szpitalnym łóżku i obserwujesz zmieniające się widoki za oknem: ranek, południe, wieczór, słońce, wiatr, deszcz i śnieg. Tam za oknem tętni życie w którym Ty jak na razie nie możesz uczestniczyć.
Nie będę udawał bohatera – były momenty, kiedy miałem wszystkiego dość. Ale z perspektywy czasu widzę też, że to właśnie te najgorsze dni nauczyły mnie kilku ważnych rzeczy: proszenia o pomoc, empatii a przede wszystkim cierpliwości, odpuszczania sobie i traktowania humoru jako oficjalnego leku wspomagającego. Bo czasem jedyne, co możesz zrobić, to czekać i powiedzieć samemu sobie: „Ok, dziś jestem do D........., ale to nie oznacza, że jutro będzie tak samo, że przegrywam całe życie”. Nie, otóż każdy nowy dzień przynosił nadzieję że jutro będzie lepiej niż wczoraj.

Małe kroki do przodu
Powrót do życia nie wygląda jak filmowy montaż z motywującą muzyką w tle. Bardziej jak lista zadań typu: „dziś zrobię dwa kroki więcej”, „spróbuję wejść po schodach bez przystanku”, „pójdę na kawę z kimś, kto nie zapyta tylko o wyniki badań”. Długo mierzyłem swoje postępy nie w kilometrach czy kilogramach, ale w prostych „pierwszych razach”: pierwszy spacer dalej niż do sklepu, pierwszy dzień bez drzemki w środku dnia, pierwsze wyjście z domu bez planu awaryjnego.
Jeśli dotarłeś lub dotarłaś aż tutaj – dziękuję. Serio. Wiem, że czytanie o chorobie, zwłaszcza w trakcie własnego leczenia, bywa męczące. Mam nadzieję, że to co piszę nie tylko pokazało, co u mnie się wydarzyło, ale też dało Ci choć odrobinę spokoju i nadziei, że z czasem da się poukładać życie na nowo – po swojemu. Bez tego że o wstajesz o 4 rano, wypijasz poranną kawę, idziesz jeszcze z psem na poranny spacer a potem kanapki do torby, autobus czy pociąg i do pracy. Nie, teraz trochę inaczej, wstajesz ale trochę później, mała delikatna kawa i poranna toaleta aby móc w miarę normalnie oddychać, już bez pracy i większości tych obowiązków dookoła. Na nie przyjdzie czas później. Na początek rekonwalescencja.
Wybrane fotki
Wybrane wpisy blogowe
Wróć do spisu treści